Podtrzymując temat landing pages, który pojawił się w podcaście NSM (kto nie słuchał – gorąco zachęcam), dzisiaj biorę na warsztat platformę do ich budowania – Landingi. Pewnie wielu z Was już wie, jak generować leady za ich pomocą, ale czy wiecie, jak tworzyć landing pages prosto, szybko i przyjemnie, a przede wszystkim bez pomocy programisty? Jeśli nie, zachęcam do zapoznania się z recenzją, a jeżeli tak – namawiam do dzielenia się swoim doświadczeniem. Bo dzielenie doświadczenia, paradoksalnie pozwala je mnożyć – tak kiedyś usłyszałem i stuprocentowo się z tym zgadzam. Przechodząc jednak do sedna…

 

Czym są Landingi?

To platforma online do budowania landing pages, czyli prostych stron docelowych, na które jesteśmy kierowani po kliknięciu w różnego rodzaju reklamy czy CTA  (ang. Call to Action) osadzone w różnych miejscach. Co wyróżnia ten produkt? Podobno łatwość użytkowania, oszczędność czasu, ciekawe integracje i przede wszystkim możliwość uniezależnienia się od działu IT. Dlaczego piszę, że podobno? Nie wypowiadam się na tematy, które nie są mi znane, a jak powszechnie wiadomo, z oprogramowaniem często bywa tak, że zachwalają je tylko twórcy… Jak jest w tym przypadku? Czy Landingi to rzeczywiście tak rewelacyjny soft?

 

Jak zacząć?   

Natychmiastowo po wejściu na stronę główną można zacząć bezpłatny 14- dniowy test w wybranym samodzielnie planie, co ważne i co lubię – bez konieczności podpinania karty płatniczej.

 

Założenie konta jest dziecinnie proste, ja wybrałem tradycyjny formularz, w którym musiałem podać imię, firmowego e-maila i hasło. Pozostałe dwie opcje zakładają wykorzystanie konta Google albo konta Facebook – każdy znajdzie dla siebie najwygodniejszą opcję. Po podaniu kluczowych danych do rejestracji, Landingi prowadzą nas za rękę po to, aby jak najlepiej spersonalizować listę szablonów pod konkretnego użytkownika. Z jednej strony, zawsze niecierpliwię się w takich momentach, ale z drugiej, takie rozwiązanie jest słuszne, bo nie trzeba później przekopywać ustawień i szukać wszystkiego na własną rękę. Na tym etapie Landingi w końcu proszą nas o numer telefonu, informację o tym dla kogo tworzymy landing page – np. mojej firmy czy klientów agencji, oraz pytają o branżę, w której działamy.

 

Kolejnym krokiem jest wybór szablonu, spośród wachlarza tych predefiniowanych, dopasowanych do wspomnianego profilu, który został stworzony krok wcześniej. Na tym etapie pierwszy raz pokazuje się czat – Landibot i wita nas automatyczną, powitalną wiadomością, która zachęca do zrobienia konkretnych rzeczy w platformie, np. dodania domeny do konta oraz informuje, że możemy skorzystać z treningu na żywo z supportem lub też wysłać do niego jakieś zapytanie dotyczące narzędzia. Niby to coraz bardziej powszechne, ale cieszą mnie takie smaczki jak na przykład nazwa “Landibot”.

 

Jak to działa?

Gdy już zdecydowałem się na jeden szablon, Landingi zapytały mnie o to, jak chcę nazwać swój landing page – to był tak naprawdę ostatni krok i już mogłem przejść do testów samego edytora, który po kilku sekundach był gotowy do pracy.

 

Oto i on – tak dokładnie wygląda edytor. Według mnie DUŻY plus. Na pierwszy rzut oka już mniej więcej wiedziałem, jak to działa i co mogę dzięki niemu zrobić.

 

Po lewej stronie znajdują się wszystkie elementy, które możemy dodać do naszego landing page korzystając z metody drag & drop:

  • Sekcja – do wyboru mamy 4 warianty, od jednej do czterech kolumn,
  • Tekst – możemy wybierać spośród wielu dostępnych fontów, albo wgrać swój własny,
  • Obrazek – dostępnych jest wiele darmowych obrazków z różnych kategorii, możemy zaimportować też swoje grafiki. Fajna jest szersza możliwość edycji – np. przejście do konkretnej sekcji po kliknięciu na daną grafikę, przejście do przypisanego linku, galeria itd.,
  • Ikona – w edytorze jest wiele dostępnych ikon, co więcej – tak jak w przypadku obrazków, można zaplanować akcję po kliknięciu na ten element,
  • Box – jego wielkość jest zależna jedynie od naszego „widzi mi się”, można wybrać opcję z zaokrąglonymi rogami, z obramowaniem czy też z cieniem,
  • Przycisk – możemy zdecydować się na szablon albo zaprojektować go samodzielnie. W ustawieniach przycisku ustalamy co ma się pod nim kryć – czy będzie to przekierowanie, pobieranie, link do sekcji, a może popup,
  • Formularz – czyli pewnie to, na co każdy czekał :). Standardowo możemy wybierać spośród bazy gotowych formularzy albo zaprojektować swój własny dodając predefiniowane, bądź własne pola. Ten element możemy integrować z naprawdę wieloma narzędziami – do tej informacji podszedłem sceptycznie, a jednak Landingi mnie bardzo zaskoczyły. Dane z formularzy mogą być przesyłane do wielu najpopularniejszych systemów CRM, takich jak: Livespace, Pipedrive, Bitrix24, Zoho CRM (o których notabene również pisałem – ich recenzje znajdziecie na blogu) i innych. Bardzo doceniam też możliwość integracji z Sales Manago i Zapier. Ponadto, w ustawieniach formularzy możemy również wkleić swój kod konwersji Google i ustawić automatyczną wiadomość, która będzie wysyłana do użytkowników po wprowadzeniu przez nich danych.

 

  • Video – możemy wkleić link do filmu z YouTube lub Vimeo i decydować o autoodtwarzaniu, zapętlaniu, pokazywaniu powiązanych filmów i innych,
  • Licznik – występuje w 10 szablonach, można edytować etykiety i czas zakończenia,
  • HTML – według mnie to bardzo istotny element. W sytuacji, gdy predefiniowane rozwiązanie nie będą dla nas wystarczające, wystarczy dodać własny kod HTML i tworzyć na landing page’u wszystko, na co mamy ochotę.

Po prawej stronie dostępne są opcje widgetów, zmieniające się w zależności od elementu, który zaznaczymy. Oprócz tego mamy podgląd na listę wszystkich elementów użytych w landing page’u oraz zakładkę z ustawieniami strony.

Nieoceniony jest widok w wersji desktop i mobile. Co więcej, każdy element z osobna można ustawić w taki sposób, aby wyświetlał się on tylko na wersji na telefon albo tylko w wersji na komputer. Często nie chcemy w wersjach mobilnych pokazywać tak dużo treści czy wszystkich grafik – w Landingach wzięli to pod uwagę.

W systemie bez problemu cofniemy i ponowimy wykonywane czynności, zduplikujemy landing page, a nawet przekopiujemy do go innego. Bez zapisywania możemy od razu mieć podgląd na jego rzeczywisty widok. Mamy możliwość jednym kliknięciem zapisać oraz opublikować, a także powrócić do którejś z historycznych wersji. Bezproblemowy z tego poziomu jest również dostęp do bazy wiedzy, jeżeli na etapie projektu mielibyśmy jakiekolwiek wątpliwości.

 

Gdy już stworzymy swoje spektakularne dzieło, o którym nawet najlepszym agencjom się nie śniło – nie pozostaje nic innego jak publikacja. Chciałem sprawdzić, ile ona potrwa i w tym celu sięgnąłem po telefon, ale nawet nie zdążyłem włączyć mojego recenzyjnego stopera, bo landing page już był opublikowany.

Dokładnie w tym momencie kończy się proces onboardingu. Przyznam, że po tej zabawie czuję się dosyć pewnie z samym edytorem – i właśnie tak powinno budować się produkty przyjazne użytkownikom. Oczywiście dla mniej cierpliwych wszystkie kroki przez które przeszedłem są do pominięcia, tak aby zapoznawać się z platformą na własną rękę.

 

Edytor i co jeszcze?

Kilka słów o pulpicie. Wygląda dobrze, wszystko jest oczywiste i zrozumiałe. Oczywiście Landibot cały czas czuwa i podpowiada co powinniśmy zrobić, informując równocześnie, że mogą nam w tym pomóc.

 

Z poziomu pulpitu możemy natychmiastowo stworzyć nowy landing page – tutaj narzędzie zapyta nas czy chcemy to zrobić z szablonu, czy z pliku, a może czy chcemy zlecić usługę projektowania lub wdrożenia Landingom. Oprócz tego, możemy szybko edytować stworzone landing page, mieć wgląd do ich statystyk, pobierać, umieszczać na serwerze, zmieniać domeny, cofać publikacje i inne. Poniżej można zobaczyć jak wygląda dashboard takiego landing page.

 

Sprawdzimy tutaj, ile osób odwiedziło danego landing page i jaka była konwersja. Leady można bezpośrednio przesyłać np. do systemu CRM – wystarczy to ustawić na poziomie budowania strony albo eksportować je do pliku w formacie .csv lub .xlsx.

Bardzo cieszy mnie możliwość przeprowadzania testów A/B i monitorowania ich. Wystarczy dodać kopię landing page albo inny istniejący i zmienić elementy, na podstawie których będziemy porównywać CR. Swoją drogą polecam – sam sprawdzałem jak kolor niektórych buttonów na Sellwise.pl przekłada się na konwersje i wyniki były zaskakujące. Oprócz tego, z poziomu ustawień poszczególnych landing pages możemy skonfigurować pasek z informacją o polityce prywatności lub cookies i ustalić harmonogram wyświetlania stron. Dla osób o bardziej rozległej wiedzy technicznej Landingi przygotowały zakładkę „Kody javascript”, przy pomocy, której można stworzyć dynamiczne landing pages. Podobną rolę pełnią własne style CSS, którymi można zarządzać z poziomu edytora, w zakładce „Dodatkowe opcje”. Można tam też konfigurować parametry SEO i ustawić faviconę.

Oprócz budowy landing pages możemy również tworzyć popupy i później dodawać je do wybranych przez siebie stron czy sekcji. Kreator jest bardzo podobny do tego powyżej, a więc to całkiem przyjemny i bezproblemowy proces – jedyna różnica to brak gotowych szablonów.

Co znajdziemy jeszcze w menu panelu? Możliwość dodania własnej domeny, zestawienie leadów, możliwość zarządzania widokiem i opcję przesłania nowych fontów – własnych bądź z Google Web Fonts. Oprócz tego, standardowo ustawienia mojego konta, płatności i uaktualnienia.

 

Plusy

  1. Landingi występują w dwóch wersjach językowych – polskiej i angielskiej.
  2. Szybka i prosta rejestracja.
  3. Przyjazny, łatwy i intuicyjny edytor. Jestem przekonany, że każdy użytkownik, nawet ten mniej zaawansowany sobie z nim poradzi.
  4. Ciekawy proces onboardingu, a w razie problemów support pracuje w godzinach 8:00 – 22:00.
  5. Wiele ciekawych integracji.
  6. Możliwość dodawania użytkowników na podstawie ról.
  7. Wiele planów ze zróżnicowanymi funkcjami dopasowanymi do potrzeb firm o różnym profilu działalności – od freelancerów poprzez małe i większe przedsiębiorstwa, na dużych agencjach kończąc.
  8. Wiele darmowych szablonów landing pages.
  9. Duży wybór darmowych zdjęć i ikon.
  10. Nielimitowana liczba domen, landing pages, ruchu generowanego na landing pages, pozyskiwanych leadów i użytkowników z dostępem do konta – poza wersją trial.
  11. Możliwość zlecenia różnych usług zespołowi Landingów.
  12. Funkcja przeprowadzania testów A/B i możliwość ich dokładnej analizy.

 

Minusy 

  1. Fajnie, że w narzędziu można tworzyć popupy, ale szkoda, że nie ma możliwości wybrania gotowych szablonów, jak w przypadku landing pages.
  2. Brak możliwości stworzenia funneli sprzedażowych. Mogłyby być przydatne, dla firm nieplanujących eksportu leadów.
  3. Brak możliwości grupowania przygotowanych landing pages w obrębie folderów. Przy testach nie było to dla mnie uciążliwe, ale nie wyobrażam sobie mieć setek landing pages i nie móc ich katalogować.

 

Podsumowanie 

Obserwując zmieniające się trendy, śmiało mogę powiedzieć, że landing pages żyją i mają się dobrze. A takie narzędzia jak to mogą rozpowszechnić je jeszcze bardziej. Dla mnie osobiście jednym z największych wyzwań przy budowie innych firm, było ciągłe zlecanie zadań różnym agencjom. Teoretycznie agencje je realizowały, ale poziom był różny i zawsze kiedy angażowałem się w dany temat samodzielnie, rezultaty były lepsze. Z tego powodu w Sellwise wszystkie kluczowe kompetencje marketingu, który robimy trzymamy wewnątrz firmy. Landingi.com umożliwiają robienie stron lądowania wysokiej jakości, bez udziału firm trzecich. A do tego są świetnie dopracowane. A to wystarczy. Kropka.

 

Ocena: 9/10 – mocna dziewiątka z dużą szansą na 10!

Musiałem się mocno zastanowić nad minusami, bo na gorąco nic większego nie przychodziło mi do głowy. Po dłuższym zastanowieniu jest kilka małych braków, ale wiem też, że zespół Landingów raczej nie leży do góry brzuchem. Polecam!

Tylko u nas 15% rabatu na Landingi.com od standardowej ceny, używając poniższego przycisku

PRZETESTUJ LANDINGI ZA DARMO

Ocena

Landingi 90%