Nie jestem ani guru Social Sellingu, ani też Trenerem LinkedIn’a. Na co dzień rzeczywiście jestem dość aktywny w Social Mediach, ale zdecydowanie nie jest to najważniejsza strategia ani moja, ani mojej firmy. Niemniej jednak, mam kilka słów, które leżą mi na sercu, na temat wszechobecnego budowania marki osobistej. 

Profesja bycia trenerem czy też konsultantem kusi. Dla osób, które tak nie pracowały, wydawać by się mogło, że to zajęcie idealne. Wsiadam w auto, jadę do klienta albo dzwonię na Skype, chwila rozmowy i pufff… faktura. Obecnie na hasło “Trener” LinkedIn wyrzuca 47 476 osób, a na hasło “Coach”, uwaga, ponad… 5 i pół miliona!!!  W praktyce ten zawód to bardzo duża odpowiedzialność oraz obciążenie emocjonalne i fizyczne, ale nie o tym dzisiaj.

Biorąc pod uwagę powyższe, nie dziwię się, że coraz więcej osób kieruje łódeczki swojego życia zawodowego, na falę o nazwie LinkedIn. Dziwię się jednak, że tak wiele osób myśli… że ludzie na LinkedIn (i nie tylko) to stado bezmyślnych krów, które zeżrą wszystko co rzuci im się pod nogi. 

 

Budowa marki osobistej – czego unikać?

Zawsze kiedy myślę o LinkedIn, wyobrażam sobie, że to tak naprawdę duża biznesowa konferencja. Wszystko co przystoi i jest w dobrym tonie na konferencji (kiedy widzimy się na żywo), powinno być w dobrym tonie na wspomnianym portalu.

Idąc dalej z tą myślą, wyobraźcie sobie poniższą scenkę na konferencji.

Ktoś: “Dzień Dobry, widzę że robi Pan podobne rzeczy do mnie, chętnie porozmawiam.”

Ja: “O, dzień dobry, jasne – bardzo chętnie!”

Ktoś: “Super! Niech Pan pozwoli, że opowiem o swojej ofercie. Moja firma zajmuje się tym i tym. Jesteśmy liderem w branży. Nasza oferta jest zawsze dopasowana do potrzeb klienta i mamy grono zadowolonych klientów. Kiedy moglibyśmy się spotkać na dłuższe spotkanie i omówić szczegóły?” 

Niedorzeczne? Skoro tak, to dlaczego tak wiele osób stosuje ten schemat na LinkedIn?

 

Wyobraźmy sobie kolejną scenę na wspomnianej konferencji.

Ktoś staje na scenie i zaczyna mówić do wszystkich obserwujących, następujące słowa:

“Audyt działu sprzedaży jest bardzo ważny. Pozwala wykryć problemy, które na pierwszy rzut oka są niedostrzegalne. Eksperci w naszej firmie, wejdą do Twojej organizacji, sprawdzą co jest do poprawy i to poprawią! Wystarczy podejść do mnie w przerwie lub zadzwonić na numer 111-111-111. Obecnie trwa promocja do końca tego miesiąca i audyt jest 50% taniej.”

Jak wiele ludzi by podeszło? Nie wiem, ale wiele osób dokładnie tak działa na LinkedIn.

 

Kolejny przykład. Wyobraźcie sobie taką sytuację. 

Ktoś mówi prelekcję na scenie. A ja w trakcie pokazuję kciuk w górę prowadzącemu. Po chwili prowadzący do mnie przybiega i mówi “Dzień dobry, dziękuję za aktywność w czasie mojej prezentacji. Czy byłby Pan zainteresowany krótką rozmową telefoniczną? Chętnie opowiem więcej o mojej firmie.”

Brzmi dziwnie? No cóż, nie dla LinkedIn.

 

I uwaga, mój ulubiony przykład.

Ktoś staje na scenie. Omiata wszystkich wzrokiem w milczeniu i w końcu mówi do obserwujących: “Dzisiaj opowiem o najważniejszej zasadzie w sprzedaży.” Napięcie rośnie, widownia wstrzymuje oddech i podniecenie sięga zenitu. “Otóż, żeby sprzedać, trzeba słuchać klienta. Dziękuję! Bardzo dziękuję za uwagę!” 

Niedorzeczne? Ponownie – nie dla LinkedIn.

 

Cztery najważniejsze zasady w budowaniu marki

Pierwsza zasada to Wartość.

Druga zasada to WARTOŚĆ.

Trzecia zasada to WARTOŚĆ!

A ostatnia to Szacunek.

 

Jak zbudować markę osobistą

Wartość oznacza, że jeżeli ktoś daje prelekcję na konferencji to przygotowuje się do niej. Dopieszcza slajdy i długo zastanawia się o czym powiedzieć, żeby dać ludziom realną wartość. Moim zdaniem wspomnianą wartość dość łatwo określić. Wyobraź sobie, co takiego musiałbyś dać swojemu obserwatorowi, żeby po zapoznaniu się z tym, był gotowy za to zapłacić, mimo że dostał to za darmo? Wiem, że to idealistyczne myślenie, ale bardzo filtruje potencjalne pomysły na to o czym i w jaki sposób mówić/pisać. Jeżeli ktoś byłby gotowy zapłacić po zapoznaniu się z Twoją treścią, to znaczy że wniosła ona realną wartość w jego/jej życie osobiste lub zawodowe.

A szacunek? Jest wtedy kiedy w drugim człowieku widzimy człowieka, a nie tylko chodzący portfel, czy też wspomnianą wcześniej bezmyślną dojną krowę. Szacunek to prawdziwa ciekawość drugiego człowieka i dawanie tego co realnie jest mu w danej chwili potrzebne. To też niewciskanie mu na każdym kroku czegoś, czego nie potrzebuje.

Osobiście uprawiam model, w którym staram się dawać swoim obserwatorom wartość przynajmniej raz w tygodniu i pozwalam sobie na kilka luźniejszych komunikatów. Nie wiem czy to dobrze. Nie wiem też czy sam wielokrotnie nie popełniłem błędów, o których sam teraz piszę. Wiem jednak, że wszystkie osoby, które podziwiam i z przyjemnością obserwuję, bardzo na serio traktują 4 zasady, o których napisałem wyżej.

Gotowi do budowania marki osobistej? Ostrzegam – to trudniejsze niż mogłoby się wydawać, ale przecież nic co w życiu wartościowe nie przychodzi łatwo.

Powodzenia!

 

Pozdrawiam,

Szymon.