Czego dowiesz się z tego materiału:
- Dlaczego klasyczny work-life balance nie działa u przedsiębiorcy?
- Które pięć obszarów decyduje o tym, czy rozwijasz firmę, czy płacisz za nią swoim zdrowiem?
- Jak poukładać firmę tak, żeby uniknąć wypalenia zawodowego?

Dzień dobry. Zanim przejdę do konkretów, warto zatrzymać się na tym, czym jest wypalenie zawodowe. Najprościej: to stan przewlekłego wyczerpania, w którym praca przestaje dawać energię, a zaczyna ją tylko zabierać. Warto jednak pamiętać, że u przedsiębiorcy wygląda ono inaczej niż u etatowca - bo tu granica między pracą a życiem prywatnym prawie nie istnieje.
Wypalenie zawodowe w przypadku bycia przedsiębiorcą
Trudno jest żyć jako zwykły przedsiębiorca. Większość wskazówek w sieci pochodzi z dwóch skrajności.
Pierwsza to świat startupów, kultura z San Francisco, w której przedsiębiorca poświęca firmie ekstremalnie dużo i jest to wręcz oczekiwane przez fundusze. Pracujemy ponad miarę, oddajemy firmie wszystko, bo gdzieś na końcu być może czeka nagroda w postaci exitu. Przedsiębiorcy w tej bańce oczekują od innych, że też się poświęcą na te parę lat, żeby na koniec odbębnić wielkie zwycięstwo.
Druga skrajność to milionerzy z Instagrama. Ci, którzy twierdzą, że da się prowadzić osiem firm i sześć kawalerek z plaży, w godzinę.
Ja jestem zwykłym polskim przedsiębiorcą. Nie potrafię prowadzić firmy w godzinę z plaży - naprawdę nie potrafię. Nie mam też szansy na exit z miliardowego startupu i nawet nie gram w tę grę, bo ma ekstremalnie niskie prawdopodobieństwo powodzenia. Jestem statystycznym średnim przedsiębiorcą ze środka stawki. I to wskazówkami z tego środka chcę się dzisiaj podzielić.
Kim jestem, żeby o tym mówić? Łącznie w WiseGroup i Wise Ventures mamy koło 210-220 współpracowników, a cała operacja biznesowa w tym roku powinna zamknąć się między 70 a 80 milionów złotych. Ale ważniejsze jest to, że w doradztwie w SellWise pracujemy z bardzo wieloma średnimi polskimi przedsiębiorcami. Widzimy, jak odpoczywają, jak pracują i jakie to przynosi konsekwencje.
Wypalenie zawodowe czy naturalny koszt budowania firmy?
Zacznę od tego, dlaczego trudno być przedsiębiorcą, który ma w miarę szczęśliwe życie i potrafi to wszystko równoważyć.
Koncepcja work-life balance w przedsiębiorczości nie odnajduje głębszego sensu. W życiu przedsiębiorcy praca i życie się przeplatają. Siedzę na leżaku, a tu jakiś wielki problem. Tam wypowiedzenie klienta, tam ktoś złożył wypowiedzenie, tam problem z cashem i jeszcze 300 innych rzeczy. Nagle okazuje się, że mój work-life balance się nie udaje, bo ten „work” wkrada się we wszystkie strefy życia osobistego. Ta zatarta granica między pracą a życiem to jeden z głównych powodów, przez które wypalenie związane z prowadzeniem własnej firmy może pojawić się szybciej niż u kogokolwiek innego. Ono nie zostaje w pracy - przenika też poza nią, w czas, który miał być prywatny.
Druga rzecz. Bardzo wielu przedsiębiorców uwierzyło w kłamstwo, że budowanie firmy to wyścig o szczęście, które czeka gdzieś na końcu. Zbuduję wielką firmę w 15, 20, 30 lat i tam czeka mnie zwycięstwo.
Znam zbyt wiele historii, w których na końcu żadne zwycięstwo nie czekało. Pierwsza: średni polski przedsiębiorca, firma około 30 milionów przychodu, koło 100 pracowników. Przez 30 lat rozbudowuje firmę. Ma 65 lat, postanawia zbudować zarząd, zatrudnia dyrektorów. Po trzech latach dyrektorzy odchodzą, kradną mu klientów, a on zostaje sam - bez wiedzy, bez czasu, bez sposobu na to, żeby wystartować od nowa. Firma trafiła do restrukturyzacji. Na szczęście w porę przepisał część majątku na rodzinę i ma przynajmniej gdzie mieszkać.
Druga historia. Córka przedsiębiorcy, już dorosła kobieta, przez parę lat walczyła o czas z ojcem. Udało się - tata po 30 latach rozbudowy firmy wartej grubo powyżej 100 milionów sprzedał w niej pakiet kontrolny. Odbębnił, że od teraz będzie miał czas dla niej i dla wnuków. Zmarł dwa tygodnie po sprzedaży.
Obie te historie mocno siedzą mi w głowie. To gonienie przez 15, 20, 30 lat, żeby na końcu znaleźć szczęście, którego tam po prostu nie ma.
Dlatego przedsiębiorca nie ma work-life balance. Ma life balance. Jeśli chcesz mieć w miarę równo pod sufitem i być w miarę szczęśliwy, musisz nauczyć się żyć w czasie posiadania biznesu. Nie odkładać szczęścia na potem. Ono powinno być dziś. Kropka.
Ze szczęściem jest jak z motylami. Jak je gonisz, uciekają. Ale jak stworzysz środowisko, żeby do Ciebie przyleciały, to może przylecą. Opowiem, jak sam to robię.
Jakie są cele Twojego biznesu?
Najważniejsza koncepcja to odpowiedź na pytanie: po co robisz biznes.
Trąbię o tym w setce wywiadów i mówiłem już o tym 200 razy, ale muszę powiedzieć znowu. Jak nie wiesz, po co robisz biznes, to do końca świata narażasz się na to, że będziesz patrzył na innych i czerpał ich inspiracje. A w biznesie zawsze znajdzie się ktoś mniejszy i ktoś większy. Zawsze ktoś radzi sobie lepiej i ktoś gorzej.
Podzielenie się wynikami wygląda tak: gdy dziś powiedziałem, że robimy 70-80 milionów, część widzów pomyślała „co za gówno”, a część „wow, ale dużo”. Obojętnie ile robisz, zawsze ktoś robi więcej i ktoś mniej.
Bez własnego „po co” narażasz się na ciągłe porównania. Ten robi miliard w San Francisco, może ja też powinienem. Ten skaluje się na eksporcie, może ja też. Ten pracuje po 14 godzin, może ja też. Ten kupił sportowe auto i mieszka na plaży, może ja też. Wszystko wydaje się kuszące. I bez jasnej odpowiedzi na pytanie „po co” nic z tego nie ma sensu.
Na naszych strategic campach wchodzimy w prawdziwe „po co” przedsiębiorców. Okazuje się, że niektórzy próbują tym biznesem wypełnić pustkę w sobie. Nie jestem specjalnie zdrowy, nie osiągam sukcesów na innych płaszczyznach, zostawiła mnie żona, dzieci nie chcą kontaktu - ale przynajmniej mam duży biznes. Pustki w sobie nie da się jednak wypełnić biznesem ani konsumpcją. Wszyscy, którzy zdobyli tę górę złota, mówią to samo: bogactwo zmienia życie do pewnego progu, a powyżej niego już nie.
Inni chcą coś udowodnić - ojcu, teściowi, byłej żonie, konkurentowi, byłemu szefowi, światu albo sobie. Przedsiębiorca bez silnego napędu rzadko buduje dużą firmę, bo to jest tak trudne, że bez mocnego napędu szansa na przetrwanie jest niska.
W trakcie podróży wielu odkrywa, za późno, że prawdziwe „po co” jest inne. Że liczy się zdrowie, którego kupić się nie da. Spokój umysłu, którego też nie kupisz. Dom pełen miłości. Niezależność - to, że mogę podjąć decyzję i sam ponosić za nią konsekwencje. Tego wszystkiego kupić się nie da. To trzeba wypracować.
Jeśli nie wiesz, po co robisz to, co robisz, szansa, że odnajdziesz w tym szczęście, sens i dobre życie, jest zerowa.
Objawy wypalenia zaczynają się od zdrowia i rodziny
Teraz konkretne punkty. Zacznijmy od zdrowia.
Jakie są objawy, na które należy zwrócić uwagę? Najczęściej pojawia się kilka naraz: wyczerpanie emocjonalne, problemy ze snem, problemy z koncentracją oraz narastający cynizm wobec pracy, która kiedyś dawała satysfakcję. Ważne jest jedno: to nie przychodzi z dnia na dzień. Dlatego łatwo to zbagatelizować, aż zacznie odbierać zdrowie i relacje. Warto też wiedzieć, że wypalenie zawodowe nie jest oznaką słabości - to sygnał, że czas na zmiany. W związku z tym potraktuj ten materiał jako pretekst, żeby zatrzymać się na chwilę i zastanowić, co zrobić, zanim problem urośnie. I nie bój się nazwać rzeczy po imieniu, jeśli rozpoznajesz u siebie te sygnały.
Wyobraź sobie, że złowiłem złotą rybkę, a ona mówi: „Szymon, dam Ci górę złota, ale zabiorę 20 lat życia. Bierzesz?”. Nie. Góra złota za 20 lat życia mniej to dla mnie żaden deal.
A bardzo wielu przedsiębiorców właśnie na taki deal poszło - tylko bez gwarancji, że góra złota w ogóle będzie na końcu. Poświęcają zdrowie, żeby rozwinąć biznes, bo tam na końcu ma czekać nagroda.
Ja nie mam żadnej zgody na to, żeby stracić zdrowie w rozwoju biznesu. Główna refleksja przyszła pod koniec 2021 roku. Ważyłem wtedy 132 kg, czyli 30 kg więcej niż teraz. Bolały mnie kolana, bolało wszystko, źle spałem, w samochodzie musiałem rozpinać spodnie, bo brzuch się nie mieścił. Do tego firma była w fatalnej kondycji - przez 3,5 roku pracowałem po 14 godzin dziennie, od poniedziałku do niedzieli. To był mój moment refleksji: uporządkować i mądrze rozwinąć biznes, który robił wtedy około 8,5 miliona, ale nie kosztem zdrowia. To zresztą typowy scenariusz przy rozwoju firmy: najpierw idzie sen i kondycja, a dopiero potem człowiek łączy kropki i widzi, co się z nim dzieje. Nieleczone przemęczenie związane z pracą może prowadzić do poważniejszych problemów zdrowotnych - i to jest moment, w którym warto zareagować.
Drugi punkt to rodzina. Jeśli buduję biznes po to, żeby na koniec opuścili mnie wszyscy bliscy, to nie wiem, czy tego chcę. Chciałbym, żeby moje dzieci, gdy będą dorosłe, chciały spędzać ze mną czas z własnej woli. Rozwijanie biznesu po to, żeby utracić najbliższych, jest absurdem.
W bardzo wielu domach dzieci czekają, aż mama i tata będą mieli chwilę czasu. Za kwartał. Potem za kolejny. Bo teraz jest ciężki czas, a potem jeszcze cięższy. Jeśli nie planujesz rodziny w swoim przedsiębiorczym życiu tak świadomie, jak budżetu w firmie, szansa, że ta rodzina to zaakceptuje, jest niska. Dlatego wiele dzieci nie jest zainteresowanych sukcesją - widziały, ile tata i mama poświęcili, i nie chcą już być przedsiębiorcami.
Te dwa punkty, zdrowie i rodzina, są u mnie nienegocjowalne. A dowód na to, co jest dla Ciebie ważne, daje kalendarz. Prawdę o Twoich priorytetach mówi nie to, co sobie wmawiasz, tylko to, co masz zapisane w kalendarzu. Jeśli w ciągu roku nie masz czasu na rodzinę i na zdrowie, to znaczy, że nie są dla Ciebie ważne. Gdybym miał mieć dwa razy większą firmę, ale być dwa razy bardziej chory i mieć dwa razy gorszą relację z rodziną - nie chcę takiej firmy.

Wypalenie zawodowe nie bierze się znikąd - toksyczni ludzie i problemy w miejscu pracy
Trzeci punkt to toksyczni ludzie. Nie wiem, czy jest coś bardziej obciążającego umysł przedsiębiorcy. Po to rozbudowuję własną firmę, żeby móc zdecydować, że pewnego typu ludzi nie chcę mieć wokół siebie. Ludzi, którzy kłamią, mataczą, mają ukrytą agendę, po spotkaniach, z którymi wychodzę bardziej zmęczony, niż wszedłem. Świadomość, że jestem w stanie poświęcić każdy przychód i zysk, żeby nie otaczać się takimi ludźmi, jest cenna. To nie tylko kwestia komfortu - to właśnie ten chroniczny stres w relacjach może się stać przyczyną wypalenia w pracy.
Czwarty punkt to problemy. Bo najczęściej to właśnie problemy odbierają przedsiębiorcom spokój. „Gdyby nie ten rząd, gdyby nie ci głupi ludzie, byłbym szczęśliwy”. Przedsiębiorca, który narzeka, że w biznesie jest dużo problemów, jest jak żeglarz, który narzeka na fale. „Gdyby fal nie było, byłbym zajebistym żeglarzem”. Jesteś tak samo dobrym przedsiębiorcą, jak Twoja kompetencja rozwiązywania tych problemów.
Problemy dzielą się na dwie kategorie: egzystencjalne, czyli te zagrażające istnieniu firmy, i zwykłe zadania. Boże drogi, jest problem, trzeba go rozwiązać, nic wielkiego. Z czasem proporcja powinna się zmieniać - coraz więcej problemów staje się zadaniami, a coraz mniej traktujesz jako zagrożenie egzystencjalne. Bez przeramowania problemów w głowie na „to po prostu kolejne zadanie” nie da się żyć w miarę szczęśliwie, mając biznes.
Jak sobie z nim poradzić - dobra organizacja lekiem na wypalenie zawodowe
Ostateczne przemyślenie. Od lat uczę, jak układać firmy, budować strategie, procesy, jak to mierzyć. Wielu słuchaczy myśli, że chodzi o to, żeby firma więcej zarabiała, żeby EBITDA była wyższa, żeby zniszczyć konkurencję. Można to tak pociągnąć. Ale moim metaprzemyśleniem jest coś innego.
Układam firmę nie po to, żeby zarabiać więcej, tylko dlatego, że to jedna z niewielu szans na to, żeby w ogóle być szczęśliwym i zdrowym psychicznie człowiekiem. Obciążenie rozwijania biznesu jest wtedy podzielone na większą grupę ludzi. Problemy mogę traktować jako zadania, bo rozumiem, skąd pochodzą. Mam zmierzoną firmę, poukładane procesy, ułożoną strukturę. To jest w praktyce najlepsza odpowiedź na pytanie, jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu związanego z prowadzeniem firmy - nie kolejna aplikacja do medytacji, tylko struktura, która zdejmuje z Ciebie część ciężaru.
Jak w praktyce radzić sobie z wypaleniem zawodowym, kiedy prowadzisz firmę? Pierwszy krok to uczciwie sprawdzić, czy wypalenie zawodowe faktycznie Cię dotyczy - czy to, co czujesz, jest chwilowym zmęczeniem, czy czymś, co ciągnie się od miesięcy. Po drugie, warto poukładać firmę tak, żeby nie wszystko zależało od Ciebie. To jedno z rozwiązań, które mogą pomóc najbardziej, bo działa na przyczynę, nie na objaw. Wśród przedsiębiorców w Polsce ten temat wciąż bywa wstydliwy, a szkoda - im wcześniej się nim zajmiesz, tym mniej Cię to kosztuje.
Nawet jako mała organizacja - pięć czy dziesięć osób - można podzielić się rolami, ułożyć strategię, ustalić metryki, rozpocząć ten proces. W 2021 roku powstało WiseGroup, powstało bardzo dużo procesów, cały zespół zarządzający, cała struktura dookoła mnie. Dzięki niej mam dziś przestrzeń, żeby równoważyć biznes z rodziną, ze zdrowiem, z sensem w edukowaniu rynku, z pasją do sprzedaży i marketingu.
Nie układaj firmy tylko po to, żeby zarabiać więcej. Rób to po to, żeby być szczęśliwym człowiekiem i mieć na to w życiu miejsce.
Podsumowanie - jak nie dać się wypaleniu zawodowemu?
Obiecałem, że powiem, jak i ile odpoczywam. Skoro kalendarz mówi prawdę o priorytetach, to muszę mieć w nim miejsce dla rodziny. Znajduję je, gdy w biznesie jest najmniejszy sezon. Pierwszy moment: od połowy grudnia do początku stycznia, dwa-trzy tygodnie z całą rodziną. Drugi: trzy-cztery tygodnie w kwietniu i maju na workation, z rodziną i zespołem zarządzającym. Trzeci: środek i koniec lipca, cztery-sześć tygodni prawdziwego urlopu. Potem jeszcze tydzień lub dwa w październiku. To sumuje się do jakichś trzech miesięcy w roku sfokusowanych na rodzinie.
Szczęście to nie jest coś, o co się walczy. To coś, co przychodzi, kiedy jestem gotowy je przyjąć. Jeśli robię rzeczy dobrze i właściwie, poczucie szczęścia jest efektem ubocznym. Do tego trzymam się zasady jednej trzeciej: jedna trzecia dni jest zła, jedna trzecia przeciętna, a jedna trzecia doskonała - i to jest piękne życie. Okresy trudności i czasu neutralnego są naturalne. Tak po prostu jest.
Nagrywam ten materiał po to, żeby przedsiębiorcy, którzy rozbudowują firmę w obietnicy góry złota na końcu, porzucili to marzenie i zajęli się życiem dziś, w trakcie budowania biznesu. Moja historia to potwierdza. Od 2021 minęło pięć lat. Firma jest znacznie większa, ja jestem znacznie zdrowszy i na pewno szczęśliwszy. Da się to pogodzić.
Jak ktoś pyta mnie, jak żyć, odpowiadam żartem: jak najszybciej. Nie chodzi o to, żeby żyć krótko, tylko żeby nie odwlekać życia. Zająć się nim tu i teraz. A co, jeśli te 12-14 tygodni w roku to właśnie jest ta góra złota? Taka, która nie zabiera lat życia, tylko dokłada mu sensu i znaczenia. Przypomnij sobie o tym następnym razem, gdy złapiesz się na odkładaniu życia na później.





