JESTEŚMY CZĘŚCIĄ
Aktualnie tutaj jesteś
Marketing

Jak robić reklamy w social mediach w 2026 roku?

Jak robić reklamy w social mediach w 2026 roku?

Czego dowiesz się z tego materiału:

  • czym różni się kupowanie w B2B od B2C?
  • jak zbudować reklamę, stronę lądowania i akcję, które wyrwą prezesa z bezmyślnego przewijania?
  • czym jest retargeting i dlaczego to jeden z najtańszych sposobów zostania w głowie klienta?
Jak robić reklamy w social mediach w 2026 roku?

Czy da się pozyskiwać nowych klientów w B2B poprzez reklamę w social mediach? Cała masa sceptyków i przepalaczy na rynku mówi, że się nie da i że to nie ma absolutnie żadnego sensu. I rzeczywiście, w niektórych przypadkach nie ma, ale w tym odcinku odpowiem, w jakich ma oraz jak się za to zabrać, żeby tych pieniędzy nie przepalić. Zanim jednak uznasz, że reklama w mediach społecznościowych to nie kanał dla Ciebie, upewnij się, że nie odrzucasz go z tych samych powodów co większość sceptyków.

Jest problem na rynku i to jest fakt. Dla firm w B2B obecnie jest bardzo duży problem w pozyskiwaniu nowych klientów, nowych firm. Oczywiście powodów jest cała masa, od powodów geopolitycznych, przez makroekonomiczne, przez to, w jakim miejscu mapy Europy znajduje się Polska.

Od paru odcinków dyskutujemy właśnie na ten temat. Wiele firm jest dzisiaj w takiej sytuacji, w której nie może sobie pozwolić na to, żeby przez wiele lat coś budować, żeby kiedyś przyniosło nam to nowych klientów. Firmy są obecnie w głębokiej potrzebie tego, żeby tych klientów pozyskać.

Więc oczywiście robią prospecting, cold call, cold mail, próbują pozyskać tych klientów rękami handlowców. O tym w kolejnym odcinku, zostawcie suba, to go nie pominiecie. A w tym odcinku o tym, co możemy zrobić reklamami w social mediach.

Czyli takim zimnym sposobem wychodzenia do klientów, ale przede wszystkim na skalę oraz metodami marketingowymi, a nie rękami handlowców. Dzisiaj mówimy o reklamach w social mediach i uwaga: efekt przychodzi szybko, jeżeli zrobicie to dobrze. Natomiast niewiele z tego zostaje, jak przestaniecie te reklamy puszczać.

W momencie, kiedy wyłączycie reklamy w social mediach, ten efekt ustaje dokładnie w momencie wyłączenia. I co ważne, płacicie za to pieniędzmi, niekoniecznie swoim czasem. Czas przeznaczony na to, żeby taką kampanię zrobić, jest znacznie krótszy niż w przypadku wielkich kanałów na YouTubie, takich jak ten. To jeden z powodów, dla których reklama w social media się opłaca, jeśli dobrze rozumiesz jej mechanikę.

Dlaczego reklamy w mediach społecznościowych nie są w B2B tak popularne?

Kampanie reklamowe w mediach społecznościowych nie są popularne dlatego, że przede wszystkim mamy całą masę sceptyków. Przychodzi prezes i mówi prawdę objawioną, że moi klienci nie siedzą na Facebooku. Rzeczywiście, czy tam na Instagramie, czy na czymkolwiek innym, oni tam nie siedzą.

Na YouTubie też nie siedzą. Moi klienci to w ogóle jak idą do domu, to siedzą przy ognisku w lesie otoczeni niedźwiedziami. Oni w ogóle nie żyją w prawdziwym świecie, bo my docieramy, Panie Szymonie, do branży produkcyjnej. I ci ludzie na pewno nie korzystają z social mediów.

I uwaga, prawda jest taka, że większość ludzi korzysta z social mediów. Cała masa sceptyków nie chce wchodzić w ten kanał, bo ja nie korzystam, albo mój kolega nie korzysta, albo wydaje mi się, że moi klienci nie korzystają. Natomiast w praktyce, jak wchodzimy w fakty, to większość z nich tam jest, na platformach takich jak Facebook, LinkedIn czy Instagram. I mało tego, tam spoczywa ich uważność.

Druga grupa to są przepalacze, czyli próbowali robić kampanię, ale niestety przepalili na tym całą masę pieniędzy. Wynika to bezpośrednio z tego, że robili te reklamy na przykład dokładnie tak samo, jak robi się je w sklepie z butami.

Reklama w social media a proces zakupu - B2C to nie B2B

To jest reklama buta, ten but jest piękny, w 24 godziny może być u Twoich drzwi i decyzję o zakupie buta podejmuję ja sam. Nie muszę najczęściej z nikim negocjować, czy mogę kupić tego buta. Chociaż niektórzy może negocjują z mężem albo z żoną, natomiast wciąż jest to skrajna mniejszość przypadków.

Sam proces zakupu tego buta to jednak nie jest 2, 3, 4, 8 tygodni, tylko potrafię kliknąć w tę reklamę dzisiaj i tego zakupu dokonać. Koniec tematu. Ludzie, którzy nie rozumieją tego, jak bardzo kupowanie w B2B jest inne, po prostu przepalą w tym całą masę kasy. I od tego zacznijmy.

Czym to kupowanie w B2B od B2C się różni? Jeżeli macie adsowców, ludzi, którzy te reklamy robią i nie mają głębokiego doświadczenia w B2B, właśnie na ten problem mogą się natknąć. Jak mamy reklamę buta, jesteśmy w stanie ten bucik pokazać, piękny z obcasem, zapłacić pieniądze za to, że jakiś człowiek, przewijając sobie Instagrama, Facebooka, YouTube'a, zobaczy reklamę tego buta, następnie stwierdzi: takiego buta mieć, to bym sobie życie poukładał. Tutaj jest klik i w tym momencie ktoś sprowadza tego człowieka na swoją stronę, która jest zoptymalizowana tak, żeby szybko zakupu tego buta dokonać.

I oczywiście tutaj zapięte jest wiele kampanii tak zwanych retargetujących, które śledzą potem człowieka z tym butem, aż go kupi. No i tutaj dochodzi do tego zakupu.

W tym przypadku przerwanie temu człowiekowi życia ma jakąś konwersję dla tej firmy. Wydając ileś złotych na tę reklamę, są w stanie ileś złotych zainkasować w postaci zakupionych butów, z tego się liczy marża, a następnie można finansować tę reklamę. Jeżeli ktoś to dobrze robi, to przecież drukarka pieniędzy, bo im więcej wlejemy złotówek, tym więcej wyleci. Oczywiście przy pewnej skali to już przestaje przynosić proporcjonalnie większe rezultaty, te rezultaty zaczynają się wypłaszczać.

A co się dzieje w B2B? Tam człowiek sensu stricto nie jest instytucją, która podejmuje decyzje. Zazwyczaj, jeżeli w B2B sprzedajemy firmie, to tam jest firma i ten człowiek występuje w imieniu tej firmy co najwyżej. Najczęściej występuje tutaj drugi i trzeci człowiek, na przykład trzech wspólników albo prezes, dyrektor sprzedaży i ktoś jeszcze.

Pierwsza różnica jest taka, że tych ludzi tam jest kilku. Do zakupu z tego, że ktoś jakąś reklamę zobaczył, najprawdopodobniej nie doprowadzimy w prostej linii. To nie będzie tak banalne, że jestem w stanie zrobić sobie piękne obliczenia i doprowadzić do tego, że ta reklama na siebie zarabia. Będzie trudno spiąć ten klik z ostatecznym zakupem. Bo może być tak, że ktoś zrobi klik, potem zobaczy inną reklamę i tam też zrobi klik, potem zobaczy nas na targach, potem kogoś na YouTubie, na LinkedInie napisze do niego i poprosi o rozmowę. Bardzo trudno będzie spiąć jednoznaczną atrybucję, że ten zakup wpadł nam z tego kliknięcia.

Druga rzecz jest taka, że najprawdopodobniej od tego kliknięcia do zakupu nie mamy tak jak tutaj minut albo godziny, tylko mamy dni albo tygodnie. Ta intencja nie jest tak bezpośrednia. Te reklamy muszą być nieco inaczej zbudowane. Dlatego zanim ruszysz z kampanią, upewnij się, że rozumiesz, w jaki sposób Twój klient podejmuje decyzję zakupową.

Kolejnym dużym problemem jest sama grupa docelowa. Ludzi, którzy potrzebują kupić sportowe buty, jest w sieci znacznie łatwiej targetować, ale jeżeli mamy jakąś dziwną grupę docelową, na przykład szukamy osób, które sprzątają hale produkcyjne, to może się okazać, że znalezienie tej grupy będzie po prostu bardzo trudne. Właśnie dlatego targetowanie reklam w B2B bywa dużo trudniejsze niż w B2C. Ostatecznie sprawimy, że reklamę zobaczy cała masa osób, tylko nie tych, którzy do naszej grupy docelowej należą. Wydamy pieniądze na kliki, które są w sumie bezwartościowe.

I ostatnie, najgorsze. Te firmy bezczelnie chcą podejmować w miarę logiczne decyzje. Każdy, kto zna się na procesach zakupu, wie, że ludzie nie podejmują decyzji racjonalnie, ale na potrzeby firm bardzo się starają, żeby ta decyzja jednak była w jakiś sposób racjonalna. To coś, co sprzedajemy, musi być tej firmie naprawdę potrzebne, musi rozwiązywać problemy tych ludzi z komitetu zakupowego. Decyzje po stronie B2B bywają bardziej racjonalne niż te po lewej. Przede wszystkim grupa osób, znacznie dłuższy czas trwania, decyzje znacznie mniej na emocjach, znacznie bardziej na konkretach. Zupełnie inny proces zakupu.

Zimny i ciepły ruch - liczy się intencja

Wyobraźmy sobie teraz, że te reklamy w social mediach należy podzielić na dwa rodzaje. Mamy zimny ruch i taki ciepły. Zimne to są ci ludzie, którzy nie mają o Was pojęcia, po prostu sobie przewijają, nie znają mojej firmy, nie znają Waszej firmy, po prostu wiodą swoje szczęśliwe życie w nieświadomości. A ci ciepli to na przykład ci, którym jeżeli zrobię sobie grupę docelową do reklam, na przykład ludzi, którzy oglądają mój kanał, i na YouTubie im pokażę jakąś reklamę, to będzie to już reklama kierowana do tzw. ruchu ciepłego.

Ona może być nieco inna. Ci ludzie mogą kumać, kim jest Szymon Negacz, mogą kumać, kim jest SellWise, WiseGroup, o co w tym wszystkim chodzi. To jest tzw. retargeting. O nim powiem na koniec. Zimny i ciepły ruch to nie tylko inne grupy odbiorców, ale także inne formaty i inny sposób prowadzenia kampanii reklamowych.

Zajmijmy się na początek zimnym ruchem. Wyobraźmy sobie prezesa. Prezes bezczelny wszedł na social media. Nie zamieszkał w Bieszczadach, nie otoczył się niedźwiedziami i brakiem internetu, tylko jednak wredny wszedł na X, na LinkedIna, na Instagrama, na Facebooka, na YouTube'a. Jednak wszedł.

Zawsze w marketingu uczymy się o tym, że należy zrozumieć intencje osoby w kontekście, w którym do niej docieramy. CEO, który wszedł na social media, mógł wejść w czasie pracy, mógł wejść wieczorem, to nie ma znaczenia, ale najprawdopodobniej nie wszedł z intencją zakupową. Intencja jest tu najważniejsza. Jeżeli ten człowiek nie ma intencji, żeby coś kupić, to szansa na to, że jak go zapytacie, czy chciałby kupić system IT, który wdroży magicznie AI w jego firmie, albo doradztwo w sprzedaży B2B, jest naprawdę niewielka. Moment i kontekst, w którym się znajduje, nie generuje intencji. Ludzie nie wchodzą na Instagrama w poszukiwaniu usług.

Jeżeli chcemy tego człowieka w pewien sposób zatrzymać w jego podróży, przerywamy mu dzień, on robi coś zupełnie innego w innym kontekście i jeszcze na dodatek nas nie zna. Zasada jest taka sama jak w prospectingu, tak sama, jak w poprzednim odcinku o silniku wzrostu. Musimy mówić o nim, o tym prezesie, i o tym, co jego dotyczy. Nawyk z B2C, żeby pokazać na grafice buta, żeby on był piękny, żeby wskazać jakąś jego funkcję, kto go sponsoruje, pokazać chłopa, który trzyma tego buta, to wszystko tutaj nie działa. Ten człowiek nie jest z tą intencją. Liczy się reklama, która trafia w jego aktualny problem.

Ale na szczęście ten prezes ma jakieś problemy i aktualnie może mieć jakieś wyzwalacze generowane przez rynek. Może być jakaś regulacja unijna, może być jakiś problem branżowy, choćby ten, który omawiam w tym odcinku, czyli że coraz trudniej jest pozyskiwać nowych klientów B2B. Jeżeli ten problem jest silny i ważny dla tego człowieka, to dopiero wówczas wygeneruje uważność, a bez uważności nie będzie kliknięcia. Ta reklama musi być o kliencie, najlepiej o tym, co wyrwie tę osobę z bezmyślnego przewijania.

Reklama w social mediach na zimny ruch w B2B

Kto ma wymyślić dobrą reklamę?

To jest banalne, gdybyś się nad tym zastanowił, ale problem jest w tym, kto to ma wymyślić. W firmie siedzi jakiś marketer. Taki smutny trochę. Ten marketer ostatnio z klientem widział się dwa lata temu. Wymagają od niego, żeby robił skuteczny marketing. Jakie ma zrozumienie aktualnych problemów prezesów swojej grupy docelowej? Żadne. Nikt mu nie powiedział, a on też się nie zainteresował.

Wyobraźmy sobie, że to nie jest marketer, tylko agencja. Przyszliśmy do agencji i mówimy: poprosimy takie skuteczne reklamy. Agencja mówi: ale musielibyśmy jakąś strategię zrobić, pogadać z Wami, zrozumieć lepiej. A klient mówił: z całym szacunkiem, ja nie mam czasu, jesteście profesjonalistami, zróbcie to po prostu. Szansa na to, że agencja będzie doskonale znała Waszą grupę docelową i sama wykmini, jakie problemy i wyzwania ona ma, i jeszcze trafi, jest naprawdę niska.

Obojętnie, kto to robi, czy marketer, czy agencja, jesteście wymagani do współpracy z tymi ludźmi. Właśnie po to, żeby znaleźć coś nietypowego. Coś, co może tego człowieka wyrwać z jego status quo. Chociażby jakąś nową metodę pozyskiwania klientów B2B. Innowacyjną. Coś, co daje inny efekt. Coś, co jeszcze rok temu nie działało, a dzisiaj działa.

Jednocześnie pragnę powiedzieć, że odkrycie tego, co tu powinno być, to jest długotrwały proces. To nie jest tak, że wpadniemy na pomysł i ten pierwszy, co nam do głowy przyjdzie, to jest ten. To raczej wymaga testów, kilku kreacji, później szukania tego, co najbardziej działa. Jak coś znajdziemy, to przez jakiś czas działa świetnie. Natomiast później znowu ważność tego problemu znika, tego wyzwalacza na rynku nie ma i trzeba szukać nowej kreacji. Trochę od zera. Ten sam problem dotyczy każdego z formatów reklamowych, który wybierzesz - od statycznej grafiki po reklamy wideo.

Strona lądowania i akcja - reklamy na zimny ruch

Zwróćcie uwagę, co się dalej dzieje z tym zimnym ruchem. Ktoś kliknął w tę reklamę. Jaką może mieć intencję? Jeżeli na reklamie pokazaliśmy nową, innowacyjną metodę pozyskiwania klientów wobec problemu, który ten człowiek ma, to jaka będzie jego intencja po kliknięciu? Kupić od razu? Nie. Intencja będzie taka, żeby zrozumieć, co to jest za metoda, co to za firma i o co w tym wszystkim chodzi.

Intencja w tym zimnym ruchu będzie bardzo niewielka. To nie będzie: o Boże, zawsze marzyłem, żeby współpracować z tą firmą. Tylko takie: sprawdzę, pewnie jakieś gówno. Ludzie nie siedzą na tej podstronie z 15 minutami, żeby dokładnie przeczytać, co się tam znalazło. Poziom zaangażowania i intencji jest bardzo niski.

To, co pokażecie na tej podstronie, nawet nie jest osobnym tematem od reklamy. W całej kampanii to jest ze sobą nierozerwalnie połączone. Jeżeli w reklamie powiem coś o pozyskiwaniu klientów, a teraz zrzucę go na stronę główną SellWise, „odnajdź się, człowieku”, to on miał intencję poczytać o innowacyjnym rozwiązaniu, a trafił na stronę firmy doradczej. Klikacie w reklamę, trafiliście gdzieś i mówicie: nie, to nie o to mi chodziło.

Jak już mam tutaj ruch, to osobną imprezą okazuje się stworzenie opowieści, żeby ludzie chcieli dokonać jakiejś akcji. Co to może być za akcja w B2B? Wszyscy by chcieli, żeby w B2B tą akcją było: wyślij zapytanie o współpracę. Ale my się znamy z tym typem od 40 sekund. Czemu on miałby wysłać nam zapytanie o współpracę? Szansa na to w zimnej kampanii jest niewielka.

Większą szansą jest to, że ktoś wykona jakąś akcję, ale niezobowiązującą. Na przykład pobierze przykład tej metody albo jakieś narzędzie do przetestowania w AI, cokolwiek małego, niezobowiązującego, ale takiego, że ten ktoś się nam już przedstawi, zostawi maila, daj Boże zostawi telefon. Ta akcja doprowadzi do tego, że mamy już kontakt albo wręcz leada. Jeżeli to jest rozmowa, to nie jest zobowiązująca rozmowa, tylko wstępna. To ma być coś raczej jak pierwsza randka niż ślub. Umowa, deal, zakup to jest ślub, a to ma być pierwsze spotkanie.

Mamy już trzeci element testów, który jest nieoczywisty: wymyślenie reklamy, stworzenie strony lądowania i zaprojektowanie akcji. W B2B nie wiążemy atrybucji, czyli kliknięcia z zakupem, tylko z tą akcją. Akcję projektujemy tak, żeby nikt inny oprócz prezesa nie chciał jej zrobić. Bo jak ktoś inny będzie chciał, to będą klikali losowi ludzie, a algorytm nauczy się wysyłać reklamę do losowych ludzi. W momencie, w którym pozycjonujemy się na ludzi, którzy wykonają tę akcję, to większość systemów reklamowych po jakimś czasie, na podstawie tych kliknięć, potrafi bardzo mocno dobierać grupę docelową, żeby skierować się tam, gdzie powinniśmy. Czasami im dłużej działa ta kampania, tym lepiej. Tak działa targetowanie w praktyce: algorytm Facebook Ads uczy się na tych, którzy wykonują zaprojektowaną przez Ciebie akcję.

Krótkie podsumowanie. Reklama zawiera coś istotnego dla tego człowieka, coś, co go dotyczy teraz, coś, co sprawia, że patrzy na to i mówi: ciekawe, nie znałem, chętnie sprawdzę, kliknę. Potem sama strona internetowa jest dopasowana do tej lekkiej intencji. Ta strona jest o pierwszym spotkaniu, czyli pada tu wyjaśnienie wielu rzeczy: co to jest ta innowacyjna metoda, jak działa, po co działa, kim my w ogóle jesteśmy jako firma. I na koniec projekt akcji. W niektórych kampaniach zamiast kontaktu robimy w tym miejscu akcję, która budzi większe zaufanie. Na przykład kierujemy ludzi na jakiś webinar, na spotkanie online. Czasami działa to lepiej niż bezpośredni kontakt. Dla wielu firm taki webinar nawet ze setką osób potrafi zrobić więcej wyników niż rok dzwonienia handlowców, szczególnie jeżeli handlowcy robią to źle. Ta sama kampania może realizować różne cele - raz kontakt, raz zapis na webinar - w zależności od tego, na jakim etapie jest odbiorca.

Retargeting - wydeptana ścieżka, którą klient wraca do Ciebie

Drugą rzeczą, o której miałem powiedzieć, był ten cieplejszy ruch. Jeżeli zebrałem na tej stronie na przykład dwa tysiące osób, a akcji dokonało dziesięć, to mogę zrobić retargeting w takim rozumieniu, że do osób, które oglądały tę podstronę, ale akcji nie wykonały, mogę skierować kampanię, która im o tym przypomni. Ci ludzie już kliknęli, teoretycznie lepiej mnie znają, i taki retargeting do tych dwóch tysięcy osób mogę wykonać tak, żeby uprawdopodobnić na końcu tę akcję, którą chciałem od tych ludzi wyciągnąć. Czy to będzie próbne zamówienie, próbki, czy webinar, czy bezpłatna konsultacja jak w naszym przypadku, czy cokolwiek innego, to ten retargeting służy właśnie do tego.

Ja zawsze patrzę na niego w taki sposób, że to jest trochę jak wydeptane ścieżki w lesie. Wszyscy wiemy, że każdy kupuje inaczej i proces zakupu każdego klienta wygląda inaczej. Może mieć podobne elementy, podobny schemat, podobny czas trwania, ale jednak każdy kupuje inaczej. Ten retargeting jest bardzo tanim sposobem pozostania w głowie tych dwóch tysięcy ludzi i jest właśnie taką ścieżką w lesie. Jak stoję przy drzewie, wycofałem się, bo nie wiedziałem, gdzie iść, to retargeting jest taką wydeptaną ścieżką: Ty tu kliknij i zamów tę rozmowę albo tu kliknij i zamów te próbki. Jest takie: ok, dobra, to kliknę.

W B2B jest to jeden z najbardziej oczywistych i najczęstszych use case'ów marketingowych. Ze wszystkich osób, które odwiedziły ten kanał, ze wszystkich, które odwiedziły stronę SellWise, mogę zrobić całą masę kampanii retargetingowych, które skierują tych ludzi za pośrednictwem takiej wydeptanej ścieżki we właściwe miejsce. Ruch z Facebooka, z LinkedIna czy z YouTube'a mogę w ten sposób odzyskać, zamiast płacić drugi raz za dotarcie do tych samych osób. Mimo że każdy kupuje inaczej, większość ludzi dzięki temu, że jest ścieżka, po prostu pójdzie ścieżką, bo ktoś ją już wydeptał. Nie muszę jej sam wymyślać.

Social media marketing zaczyna się od insightu, nie od kanału

Gdybyśmy się mieli zastanowić, od czego rozpocząć pracę nad taką kampanią w social mediach, to właśnie od tego insightu. Jaki mają problem, jaki jest ewentualnie wyzwalacz. Wracacie do odcinka o silniku wzrostu. To kluczowy odcinek, żeby zrozumieć, jak pozyskiwać klientów, bo jeżeli nie macie popytu, nie ma problemu, nie macie żadnej fajnej propozycji wartości dla tych ludzi, to po cholerę oni mieliby klikać? Jesteście przezroczyści.

Jeżeli reklamy w social mediach nie będą Wam działać, to często nie jest wina samych reklam, tylko Waszego modelu biznesowego i Waszej strategii. Może po prostu jest tak, że na to, co wymyśliliście, świat patrzy i mówi: meh, trochę nie chcę.

Dopiero później, jak już rozumiem, jaki jest ten insight, co chcę powiedzieć jakiej grupie, to możemy się zastanawiać, gdzie ich jest więcej. Czy na Instagramie, czy w formie rolki, czy w formie grafiki gdzieś na Facebooku, czy na YouTubie w formie materiału. Reklama wideo z kolei sprawdzi się tam, gdzie problem trzeba dłużej wyjaśnić, a statyczna grafika tam, gdzie insight da się zamknąć w jednym zdaniu. To już jest drugorzędne wobec centralnej idei tego, co chcemy tym klientom przekazać.

Liczę, że odcinek od strategicznej strony o reklamach jest dla Was ciekawy, bo ja uważam, że jako prezes firmy, który pozyskuje klientów, nie muszę do końca rozumieć, jak rozklikać reklamę na mecie ani jak stworzyć grafikę. Ja nie muszę znać technologii wytwarzania stron internetowych, ale jako owner biznesowy powinienem rozumieć logikę działania danego sposobu pozyskiwania klienta. Czyli o co tak naprawdę chodzi i czemu to działa. Bo jak nie rozumiem, czemu to działa, to nie potrafię tego replikować. Jestem skazany na to, czy dany marketer albo agencja akurat wymyśli coś, co zadziała. A jak rozumiem ideę i mechanikę, to nie dość, że jestem w stanie użyć tego konceptu w przyszłości w mojej firmie, to może mogę go użyć w innej firmie albo w jakikolwiek inny sposób.

Doskonałym case'em pracy na tym jest firma, która się nazywa IM8. To firma, która sprzedaje suplementy. To nie jest B2B, ale robią to doskonale. Łapią ludzi, którzy sobie przewijają Instagrama, i trafiają na wiele różnych komunikatów o problemach, które mają. Na przykład jest taka rolka, która mówi, że 8 rzeczy zadzieje się w ciele mężczyzny, który pije alkohol 3 razy w tygodniu. Ktoś pije 3 razy w tygodniu i ma takie wyrzuty sumienia, że pewnie jest chory, a nagle pojawia się rolka, że jak będzie jadł to, co my mu sprzedamy, to będzie pił alkohol i będzie zdrowy naraz. Klik, klik, klik. Odkrycie takiego insightu jest Waszą robotą w B2B. Znalezienie czegoś, co dotyczy Waszych klientów, wygeneruje takie: o, poproszę, i dopiero potem zamiana tego w ruch. To sprawdzony sposób na to, by media społecznościowe zaczęły pracować na sprzedaż, a nie tylko na zasięgi.

Skontaktuj się, jeśli chcesz zbudować strategię, a nie tylko rozklikać reklamę

Jeżeli szukacie strategii, tradycyjnie zapraszam na sellwise.pl, prawy górny róg. Konsultant marketingowy może wejść do Waszej organizacji, spojrzeć na koncept, który macie, być może na kampanię, którą prowadzicie, i nie zastanawiać się tylko nad audytem technicznym, czy reklamy są dobrze rozklikane, tylko nad audytem logicznym. Czy to wszystko ma szansę działać i w jakiś sposób znaleźć insight, który być może zadziała lepiej. Jeżeli chcesz zbudować taką strategię, skontaktuj się z nami.

A jeżeli macie dobry koncept na to, co chcecie zrobić, to na adwise.pl zawsze możecie zlecić realizację tego konceptu. Jak już macie wymyślone albo z naszym konsultantem, albo sami, to AdWise Wam to wykona. AdWise wyróżnia się tym, taka jest propozycja wartości, że zarówno graficy, PM-owie, adsowcy, jak i contentowcy, wszyscy ludzie, którzy tam pracują, robią tylko B2B. Nic innego nie robią. Wszystkie ich nawyki codziennej pracy są skoncentrowane na tym, co w B2B działa.

W kolejnym odcinku, zostawcie suba, powiemy o mailach, o telefonach, o pisaniu na LinkedInie do klientów, co obecnie działa i jak to robić. To trzeci odcinek z serii klientotwórstwo. Serii, która ma pokazać, że pozyskiwanie klientów to jest rzemiosło i że samo zlecenie tego Claude'owi albo GPT nie wystarczy, żeby zrobić to dobrze.

Do zobaczenia za tydzień.