Uwielbiam biografie. Prawdziwe historie zawsze budzą we mnie emocje. Dają możliwość wcielenia się w kogoś innego i spojrzenia na świat z zupełnie nowej perspektywy. Autobiografie są nawet lepsze. Autor sam opowiada o kolejach swojego życia i możemy poznać z pierwszej ręki jego rozterki, problemy, radości i wygrane. Czy autobiografia Phila Knighta jest warta uwagi? Postanowiłem to sprawdzić. 

Phil Knight. Przyznam szczerze, że nigdy o nim nie słyszałem. Być może dzieciaki w Stanach znają go doskonale, ale u nas przy grze w nogę pod blokiem jakoś nikt o nim nie wspominał. Bill Gates, Michael Jordan – no jasne, tutaj nikt nie ma wątpliwości. Ale Phil Knight? Kto to do cholery jest? Po Polsku to by było Filip Rycerz. Pewnie nikt mi nie uwierzy, ale w pierwszej chwili pomyślałem, że może to jakiś lokalny Zawisza Czarny. 🙂

Nic bardziej mylnego. Phil Knight to założyciel i pomysłodawca Nike. Człowiek, który przez lata tworzył tę firmę od zera. Od małego marzenia, które wykiełkowało a następnie wyrosło na firmę wartą dzisiaj ponad 37 miliardów dolarów (2016 rok).  Co ważne, Nike jest warte więcej niż Adidas, Reebok i Under Armour razem wzięte. Warto zauważyć, że w 1964 roku, kiedy firma powstawała Adidas był już prężnie działającym producentem butów dla połowy popularnych sportowców. Drugą połowę rynku obsługiwał wtedy Converse.

Jeżeli zastanawiasz się czemu też nie słyszałeś o kimś takim jak Phil Knight, odpowiedź jest bardzo prosta. Prezes tego sportowego giganta, ukrywał się przed mediami ponad 25 lat. Można powiedzieć nawet, że im firma była większa, tym bardziej stronił od świata. Tytułowa książka jest pierwszą opowieścią o jego drodze. Ale za to jaką! Autor zachwyca nie tylko niesamowitą historią, ale również sposobem w jaki o niej opowiada. To niewątpliwe dzieło czyta się jak świetny thriller Dana Browna.  Zwroty akcji, śmieszne anegdoty i niesłychane przypadki czekają na co drugiej stronie.

A teraz najważniejsze… Co ma piernik do wiatraka? Czemu recenzja książki o firmie sportowej pojawia się na blogu o sprzedaży i budowaniu zespołów?

Nike, które na początku nazywało się Blue Ribbon było dystrybutorem butów innej marki. Możemy z pierwszej ręki zobaczyć w jaki sposób Phil negocjował z producentami, jak finansował swoją działalność i w końcu w jaki sposób sprzedawał swoje buty. Jasne jest, że wiele z tych informacji jest już przestarzałych, ale wierzcie mi – sprzedaż to sprzedaż. I wtedy i dzisiaj ważna była wartość dodana. Warto zobaczyć jak ją kreowano kiedyś i czym wówczas biznes różnił się od tego, który znamy dzisiaj. Firma przechodziła przez wiele kryzysów, z których zawsze wychodziła obronną ręką. Szczęście, przypadek? Nic bardziej mylnego – to heroiczna walka Phila oraz jego kompanów. W drugiej części książki możemy zobaczyć jak Phil budował swój zespół i według jakiego klucza dobierał pierwszych pracowników firmy. Autor nie stroni też od przyznawania się do błędów, co jest świetnym źródłem nauki i refleksji.

Kiedy wraz z czytaniem książki czuję smutek, że z każdą stroną jestem bliżej końca – wiem, że mam do czynienia z książką niezwykłą. Właśnie taki smutek czułem czytając Sztukę Zwycięstwa. Nie bez powodu recenzja właśnie tej książki rozpoczyna serię recenzji na tym blogu. Żeby wyjść wiarygodnie myślałem o podaniu jakiegokolwiek minusu, ale nie mogłem żadnego znaleźć. Polecam tę książkę każdemu, nawet jeżeli nie ma nic wspólnego ze sprzedażą, czy zarządzaniem.

Philu Knight, jesteś wielki!

 

Pozdrawiam,

Ocena

Phil Knight, Sztuka zwycięstwa : Rewelacyjna! 95%

Kup książkę w wybranym sklepie


Jeżeli kupisz książkę używając poniższego widgetu, otrzymam za to drobną prowizję. Z góry dziękuję za wszystkie zakupy!